piątek, 29 lutego 2008

Co słychać w szwedzkiej szkole? cz. II

W pewnym szwedzkim przedszkolu wydano zakaz ubranek w kropki i paski. Powód: jedna z pań cierpi na okropne migreny, więc starają się wyeliminowac wszystko, co może spowodować atak. Rodzice protestują, bo to ograniczanie wolności (ubrania). Ja bym nie protestowała. Biedna pani. To jest gdzieś na wsi i nie tak łatwo zmienić pracę, zwłaszcza, kiedy się jest wykwalifikowanym pedagogiem przedszkolnym.

Pies rasowy


Miejscowy pies rasowy wygląda tak, jak powyżej i to nie są żadne żarty. Rasa nazywa się "dansk-svensk gaardhund", czyli "duńsko-szwedzki pies podwórkowy" (na początku myślałam, że "ogrodowy"). Powtarzalność dotyczy wielkości i kształtu burka, natomiast łaty są dowolne i występują w kolorach czarnym i brązowym. Kiedyś sobie coś takiego sprawimy, bo miłe i niezdegenerowane. Ale na rasowego psa nie wygląda nigdy, więc nie da się zaszpanować w Warszawie.

czwartek, 28 lutego 2008

Mars napada

...a przynajmniej tak to wygląda znowu w polskich mediach: spalone doszczętnie miasta Danii, dogasające samochody, hordy młodzieży atakują kolejne cele.
W rzeczywistości nie było tak źle. Na początek ważne rozróżnienie: zamieszki w połowie lutego nie miały nic wspólnego z tym, co działo się w Kopenhadze we wrześniu. Wtedy chodziło o tzw. Dom Młodych, zgruzowany przez policję w marcu, a którego broni punkowa młodzież, a cała szanująca się biała młodzież tutejsza jest punkowa (nie szanująca się jest dresiarska). Tym razem wręcz przeciwnie - rozrabiali młodzi muzułmanie. Bardzo młodzi, najwyżej 16 letni.
Sprawa zaczęła się podobno od aresztowania muzułmańskich zamachowców, planujących morderstwo Kurta Westergaarda, autora jednej ze słynnych karykatur Mahometa(Mahomet z bombą w turbanie). Następnego dnia wszystkie dzienniki wydrukowały ponownie inkryminowany obrazek, w geście protestu przeciwko knuciu morderczych spisków, a także, jak sądzę, aby okazać wreszcie europejską dumę (czy coś w tym rodzaju). Reakcją na aresztowanie dwóch Tunezyjczyków i Duńczyka pochodzenia marokańskiego były zamieszki na Norrebro i na prowincji. Chodziło nie tylko o protest przeciwko aresztowaniu, ale o to, że Tunezyjczycy zostali deportowani bez procesu. Podobno, bo inna wersja mówi, że kilka incydentów wydarzyło się jeszcze przed aresztowaniem, a ich powodem była odwieczna nienawiść między młodzieżą pochodzenia arabskiego i policją. W takim przypadku istniałoby pewne podobieństwo do sprawy Domu Młodych, ale nie sądzę, żeby młodzież była świadoma jakiejś "wspólnej sprawy". We wrześniu Arabowie zachowywali całkowitą obojętność, podobnie jak teraz punki.
Całe szczęście duńska policja radzi sobie całkiem nieźle, to już kolejna wiadomość o udaremnieniu arabskiego zamachu terrorystycznego. Z tego co wiem, jeszcze żaden się nie udał.
W tej chwili prasa wycofała się twardej linii przeciwko muzułmańskim chuliganom i podkreśla ich młody wiek raczej niż pochodzenie. Mamy teraz w mediach dyskusję o kondycji duńskiej młodzieży - począwszy od incdentów kryminalnych, a na czystości toalet w szkołach kończąc.
Co do widzialności słynnych apokaliptycznych incydentów - na szczęście, podobnie jak we wrześniu, relacje są grubo przesadzone. Nie mieszkamy już co prawda w Norrebro, tylko w Vesterbro, gdzie nie ma zamieszek i Wojtek tym razem nie przyniósł relacji live. Szczerze mówiąc w ogóle nic nie widzieliśmy - ani jednego spalonego samochodu czy zdemolowanego przystanku. Tylko w gazecie: 1 przystanek. Samochodów i innych sprzętów: 0. Sklepów: 0. Gdzieś w Jutlandii podpalili bibliotekę gminną. I to chyba wszystko. Możliwe też, że coś przegapiliśmy, bo kluczowe dla sprawy dni spędziliśmy w Odense, gdzie obchodziliśmy rocznicę ślubu. Ale tam też nic się nie działo.