Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terrorysta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą terrorysta. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 lutego 2008

Mars napada

...a przynajmniej tak to wygląda znowu w polskich mediach: spalone doszczętnie miasta Danii, dogasające samochody, hordy młodzieży atakują kolejne cele.
W rzeczywistości nie było tak źle. Na początek ważne rozróżnienie: zamieszki w połowie lutego nie miały nic wspólnego z tym, co działo się w Kopenhadze we wrześniu. Wtedy chodziło o tzw. Dom Młodych, zgruzowany przez policję w marcu, a którego broni punkowa młodzież, a cała szanująca się biała młodzież tutejsza jest punkowa (nie szanująca się jest dresiarska). Tym razem wręcz przeciwnie - rozrabiali młodzi muzułmanie. Bardzo młodzi, najwyżej 16 letni.
Sprawa zaczęła się podobno od aresztowania muzułmańskich zamachowców, planujących morderstwo Kurta Westergaarda, autora jednej ze słynnych karykatur Mahometa(Mahomet z bombą w turbanie). Następnego dnia wszystkie dzienniki wydrukowały ponownie inkryminowany obrazek, w geście protestu przeciwko knuciu morderczych spisków, a także, jak sądzę, aby okazać wreszcie europejską dumę (czy coś w tym rodzaju). Reakcją na aresztowanie dwóch Tunezyjczyków i Duńczyka pochodzenia marokańskiego były zamieszki na Norrebro i na prowincji. Chodziło nie tylko o protest przeciwko aresztowaniu, ale o to, że Tunezyjczycy zostali deportowani bez procesu. Podobno, bo inna wersja mówi, że kilka incydentów wydarzyło się jeszcze przed aresztowaniem, a ich powodem była odwieczna nienawiść między młodzieżą pochodzenia arabskiego i policją. W takim przypadku istniałoby pewne podobieństwo do sprawy Domu Młodych, ale nie sądzę, żeby młodzież była świadoma jakiejś "wspólnej sprawy". We wrześniu Arabowie zachowywali całkowitą obojętność, podobnie jak teraz punki.
Całe szczęście duńska policja radzi sobie całkiem nieźle, to już kolejna wiadomość o udaremnieniu arabskiego zamachu terrorystycznego. Z tego co wiem, jeszcze żaden się nie udał.
W tej chwili prasa wycofała się twardej linii przeciwko muzułmańskim chuliganom i podkreśla ich młody wiek raczej niż pochodzenie. Mamy teraz w mediach dyskusję o kondycji duńskiej młodzieży - począwszy od incdentów kryminalnych, a na czystości toalet w szkołach kończąc.
Co do widzialności słynnych apokaliptycznych incydentów - na szczęście, podobnie jak we wrześniu, relacje są grubo przesadzone. Nie mieszkamy już co prawda w Norrebro, tylko w Vesterbro, gdzie nie ma zamieszek i Wojtek tym razem nie przyniósł relacji live. Szczerze mówiąc w ogóle nic nie widzieliśmy - ani jednego spalonego samochodu czy zdemolowanego przystanku. Tylko w gazecie: 1 przystanek. Samochodów i innych sprzętów: 0. Sklepów: 0. Gdzieś w Jutlandii podpalili bibliotekę gminną. I to chyba wszystko. Możliwe też, że coś przegapiliśmy, bo kluczowe dla sprawy dni spędziliśmy w Odense, gdzie obchodziliśmy rocznicę ślubu. Ale tam też nic się nie działo.

sobota, 8 września 2007

societas Danorum

Jesteśmy w Danii już 2 miesiące i jeszcze nie należymy do żadnego stowarzyszenia. Ale to się pewnie szybko zmieni... Tutaj wszyscy są stowarzyszeni i uspołecznieni, i jeżeli pojawia się jakiś problem, rozmaite oddolne ruchy starają się go rozwiązać.
Przykładem może być reakcja mieszkańców Norrebro na zeszłosobotnią zadymę: w czwartek odbyły się dwie już dwie manifestacje - marsz punków i marsz mieszkańców Norrebro, którzy protestowali przeciwko chuligaństwu i niszczeniu naszej okolicy. Na początku wszyscy odnosili się do zbuntowanej młodzieży z sympatią, ale wybijanie szyb i płonące śmietniki - to za dużo. Mieszkańcy nie życzą sobie tutaj kolejnego Domu Młodych.
Rzecznik punków powiedział, że oni przepraszać nie będą i że niczego nie żałują.
Ciekawe jest to, że ludzie zorganizowali się w ciągu 5 dni i są w stanie walczyć o swoje interesy.

Drugi przykład uspołecznienia: okazało się, że materiały do produkcji bomby można kupić w każdej drogerii. Drogerie w Danii to sieć Matas, która ma sklep na każdej ulicy. Nasz sąsiad terrorysta kupił sobie chemikalia właśnie tam. A wczoraj przedstawiciele Matasa ogłosili, że każdy, kto będzie chciał kupić więcej niż 2 butelki acetonu, albo innego środka, który może być niebezpieczny, zostanie zarejestrowany przez sklep. Decyzję podjęto w ciągu 4 dni: nie ma problemu z ustawą o ochronie danych, nie ma protestów prasy.

Powiedziałam naszej znajomej Dunce, że bardzo mi się podoba to, jak oni trzymają się razem, bo my w Polsce jesteśmy raczej indywidualistami. Ona na to, że Duńczycy należą do stowarzyszeń, ale i tak są samotni. I jak potrzebują się pozwierzać, to muszą iść do specjalisty, bo nie wypada zawracać głowy przyjaciołom.

środa, 5 września 2007

słodki chłopak

Dzisiaj znów jesteśmy w centrum wydarzeń i znów komentarze w prasie nieco dziwne. Na ulicy obok mieszkał sobie pewien taksówkarz, który okazał się być członkiem Al Kaidy. Policja aresztowała go zeszłej nocy, co oczywiście widział mój Mąż.
Komentarz w Rzepie wygląda następująco:

Al Kaida w spokojnej Danii

Piotr Kościński

Osiem osób powiązanych z al Kaidą zatrzymano w Danii, znaleziono też niebezpieczny materiał wybuchowy. Spokojna zazwyczaj Dania jest zszokowana.
Jak powiedział na konferencji prasowej w Kopenhadze szef duńskich służb specjalnych PET Jakob Scharf, w nocy z wtorku na środę policja przeprowadziła akcję zakrojoną na dużą skalę, przeszukując jedenaście lokali w rejonie Kopenhagi. Według Scharfa, pierwszy raz w Danii wykryto grupę bezpośrednio powiązaną z organizacją Osamy bin Ladena. PET rozpracowywał ją od kilku miesięcy, współpracując z innymi wywiadami.
Jak pisała duńska gazeta „Berlingske Tidende", sześciu zatrzymanych to obywatele Danii, a dwóch pozostałych – cudzoziemcy. Są to osoby pochodzenia afgańskiego, pakistańskiego, tureckiego i somalijskiego w wieku 19 – 29 lat. Postawiono im zarzut z tak zwanego artykułu terrorystycznego kodeksu karnego.
Po południu pojawiła się natomiast informacja, że podczas przeszukania w jednym z kopenhaskich mieszkań znaleziono bardzo silny materiał wybuchowy TATP, znany też jako „matka szatana". Potwierdził to szef PET, mówiąc, że terroryści chcieli go wykorzystać do wytwarzania bomb o dużej sile.
TATP jest tak niebezpieczny, że policjanci zdecydowali się na ewakuację mieszkańców ulicy Glasvej na północnym zachodzie duńskiej stolicy, gdzie znajdował się lokal terrorystów. TATP był użyty m.in. podczas zamachów terrorystycznych w londyńskich środkach komunikacji w 2005 r.
Dania była do tej pory krajem otwartym dla uchodźców, dlatego też mieszka tu wielu przybyszy z krajów muzułmańskich.

Wojtek jechał do pracy o 5.30 i widział policję na Glasvej, ale nie wiedział, o co chodzi, bo ekipa chemiczna już zniknęła (dziennikarzy nie było, bo, jak wspomniano wyżej, oni nie zaczynają przed 9.00. Ja ich spotkałam o 14.00).
Oczwiście info znowu jest troszkę rozdmuchane - spokojna zazwyczaj Dania wcale nie jest zszokowana, bo oni i tak w żadne spiski nie wierzą. Panuje raczej zdziwienie i niesmak.
Nie ewakuowano całej Glasvej, tylko jeden dom - ten, w którym mieszkał aresztowany. Oczywiśie nie był to żaden "lokal terrorystów", tylko mieszkanie jego rodziców.
Najdziwniejsze jest to, że w ogóle coś się wydarzyło na Glasvej - to jest mała uliczka, na rogu mamy zieleniak "Jeruzalem". Teraz niektórzy pewnie zaczną się zastanawiać, czy Hasan z zieleniaka też jest terrorystą...
Sąsiad terrorysty mówi, że to był "słodki chłopak, każdemu pomagał: sąsiadkom, które miały ciężkie zakupy, nosił torby". Był wierzący, ale żaden tam fanatyk, hołdował modzie hiphopowej.
Ojciec zatrzymanego też jest w szoku, mówi, że oni są w Danii już 30 lat i nigdy nie mieli żadnych kłopotów.
Glasvej to nie żadne getta ani slumsy, zupełnie normalna ulica, prostopadła do naszej głównej Frederiksundvej. Dom terrorysty to trzypiętrowa kamienica, 4 klatki schodowe, mieszkają tam sami Arabowie i Czarni.
Na naszej ulicy jest też arabska podstawówka i Fundacja Muzułmańska, gdzie jest ich dom modlitwy. Pan z Fundacji też był zszokowany i mówił gazecie, że oni sobie zdają sprawę z tego, że młodzież czasem popada w ponure nastroje (poczucie wykorzenienia, strach przed Zachodem), ale nigdy by nie przypuszczał, że do tego stopnia. I że chyba będą musieli coś z tym zrobić...
Pozostaje pytanie, jak ów młody taksówkarz, słodki przyjaciel sąsiadek, wszedł w kontakt z Al-Quaidą ? (bo podobno wszedł, to już 2 raz, jak został zatrzymany i ponoć są dowody - w piwnicy miał magazyn chemikaliów. Ale jestem pewna, że zabezpieczyli też Domestos jego matki :-)
Sprawa nie ma tak oczywistego tła społecznego jak terroryzm w innych krajach zachodnich - w Danii nie ma slumsów, nie ma izolowania Arabów, jeżeli ktoś się izoluje, to na własne życzenie. Nikt nie powinien mieć trudności ze znalezieniem pracy, zwłaszcza, jeżeli zna duński, a on zna, bo tu się urodził. Studia są bezpłatne, a jak kogoś nie stać na utrzymywanie się w trakcie studiów, może dostać stypendium od państwa.
W gazetach piszą, że przyczyną spiskowania jest to, że Dania ma wojska w Iraku, a w zeszłym roku wydarzyła się ta historia z karykaturami Mahometa w gazecie. Ale mnie się wydaje, że to nie ma nic do rzeczy. Po prostu jest ktoś, komu zależy na praniu mózgu takim chłopakom w całej Europie.
Może to przypadek, a może nie - w zeszłym tygodniu w Kopenhadze odbywał się zjazd islamskiej partii
Hizb ut-Tahrir, która tutaj działa legalnie, ale w kilku eurpejskich krajach jest zdelegalizowana, ponieważ nawołuje do świętej wojny z Zachodem i chce w Europie pozakładać kalifaty. Ma milion członków.
W sumie ta sytuacja jest dla nas wszystkich dosyć abstrakcyjna, bo trudno sobie wyobrazić, że twój sąsiad produkuje w piwnicy "matkę szatana". Nie można popadać w histerię, bo Duńczycy zaczną bać się muzułmanów, a to byłoby okropne - większość z nich to po prostu rodziny, które szukają tutaj spokoju i lepszej pracy. Muzułmanie mają podobne marzenie jak katolicy: żeby mąż był w stanie z jednej pensji utrzymać żonę i trochę dzieci. Prosta sprawa. I wierzę temu ojcu, który mówi, że nic nie wie o morderczych skłonnościach synka.
Z drugiej strony społeczeństwo duńskie jest naiwne do bólu, w ogóle nie wierzą w żadne przestępstwa i szajki. Całe szczęście mają policję, która wierzy.
Być może spiski Arabów to druga strona tego samego zjawiska, które spowodowało zadymę na ulicy w sobotę - młodzież się nudzi. Oni tu naprawdę dostają wszystko, a niczego nie muszą zdobywać. Masowe rozpieszczanie. Za dużo słodkiego. I w końcu taki "słodki chłopak" produkuje bombę...