sobota, 8 września 2007

societas Danorum

Jesteśmy w Danii już 2 miesiące i jeszcze nie należymy do żadnego stowarzyszenia. Ale to się pewnie szybko zmieni... Tutaj wszyscy są stowarzyszeni i uspołecznieni, i jeżeli pojawia się jakiś problem, rozmaite oddolne ruchy starają się go rozwiązać.
Przykładem może być reakcja mieszkańców Norrebro na zeszłosobotnią zadymę: w czwartek odbyły się dwie już dwie manifestacje - marsz punków i marsz mieszkańców Norrebro, którzy protestowali przeciwko chuligaństwu i niszczeniu naszej okolicy. Na początku wszyscy odnosili się do zbuntowanej młodzieży z sympatią, ale wybijanie szyb i płonące śmietniki - to za dużo. Mieszkańcy nie życzą sobie tutaj kolejnego Domu Młodych.
Rzecznik punków powiedział, że oni przepraszać nie będą i że niczego nie żałują.
Ciekawe jest to, że ludzie zorganizowali się w ciągu 5 dni i są w stanie walczyć o swoje interesy.

Drugi przykład uspołecznienia: okazało się, że materiały do produkcji bomby można kupić w każdej drogerii. Drogerie w Danii to sieć Matas, która ma sklep na każdej ulicy. Nasz sąsiad terrorysta kupił sobie chemikalia właśnie tam. A wczoraj przedstawiciele Matasa ogłosili, że każdy, kto będzie chciał kupić więcej niż 2 butelki acetonu, albo innego środka, który może być niebezpieczny, zostanie zarejestrowany przez sklep. Decyzję podjęto w ciągu 4 dni: nie ma problemu z ustawą o ochronie danych, nie ma protestów prasy.

Powiedziałam naszej znajomej Dunce, że bardzo mi się podoba to, jak oni trzymają się razem, bo my w Polsce jesteśmy raczej indywidualistami. Ona na to, że Duńczycy należą do stowarzyszeń, ale i tak są samotni. I jak potrzebują się pozwierzać, to muszą iść do specjalisty, bo nie wypada zawracać głowy przyjaciołom.

Brak komentarzy: