Przylecieliśmy wczoraj. Pierwsze wrażenie: znaleźliśmy się w europejskiej stolicy! Wieżowce, światła, neony... U nas w Kopenhadze tego nie ma. Budynki powyżej 5 pięter to rzadkość, a powyżej 10 są chyba zabronione.
Dziś rano mój zachwyt troszkę minął: w sklepie myslałam, że stało się coś złego - nikt się nie uśmiecha, panie zmęczone i znudzone. Potem nieprzyjemna rozmowa w przedstawicielami Uniwersytetu (sekretarka mojego Wydziału rzuca słuchawką w połowie rozmowy). Wydaje mi się, że nieuprzejmość roznosi się jak przeziębienie: wystarczy, że dziesięc osób w Warszawie wstanie lewą nogą (z dowolnego powodu) i burknie rano do pani w kiosku. Pani w kiosku zrobi się przykro, więc zmierzy złym wzrokiem swoich 40 klientów, którzy z kolei nakrzyczą na kogoś w tramwaju. I do południa mamy półtora milona zakażonych. Któryś z nich spotka pewnie ankietera z SMG/KRC czy innego OBOPu, który spyta: "czy jest pan pani szczęśliwy a". "Nie jestem". A dlaczego? "Bo moja praca jest nudna i mało płatna, moja żona mnie nie lubi, a dzieci są niegrzeczne". Proste? I nikt nie pomyśli, że to wszystko przez panią w kiosku.
Obywatelu! Bądź uprzejmy dla bliźniego!
Oczywiście, że cały ten post to banał, a przecież my wszyscy jesteśmy głębocy i intelygentni.
To proszę wytrzymać przez tydzień :-)
środa, 26 września 2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
4 komentarze:
Ja myślę, że wy się tam rozpuszczacie w tej plastikowej Danii. Już Pasek się z nich śmiał, że śpią nago w szafach, a takie rzeczy nie zostają bez skazy na potomnych. I teraz te uśmieszki, wszyscy mili...
A u nas - życie z krwi i kości.
I to jest chyba na odwrót. Każdy Polak wstaje lewą nogą mając przed sobą wizję np. wspaniałego dnia załatwiania czegoś w ZUS'ie albo obsługiwania chamskich petentów w... ZUS'ie.
I cała zabawa polega na tym, żeby "rozbawić" tylu Polaków dziennie, żeby np. 20 naburmuszonych mniej szło wieczorem spać (podkreślam: rozbawić, nie rozbić podczas bójki w urzędzie). Da się zrobić, zwłaszcza jak się jest intelygentnym i głębokim ;-)
no mnie we Włoszech bardzo denerwowała cała ta beztroska i naprawdę tęskniłam do polskiego konkretu ;).
"Te Państwa niebo włoskie, jak o nim słyszałem,
Błękitne, czyste, wszak to jak zamarzła woda;
Czyż nie piękniejsze stokroć wiatr i niepogoda?"
Podobno Polacy są zasadniczo niezadowoleni ze swoich sypialni - tak wykazały specjalne badania. Może kluczem do szczęścia jest urządzenie narodowi ładniejszych sypialni? Nie będzie wstawał lewą nogą?
A ZUS trzeba zlikwidować i tak.
Ja to chyba wykorzystam kiedyś w kazaniu... :)
Prześlij komentarz